wtorek, 25 kwietnia 2017

haul- rossmann -49% (-55%)


Hej kochani. Dzisiaj przychodzę do was po znowu dość długiej przerwie, za co naprawdę przepraszam. Wiecie, święta (jechałam na świąteczny weekend do rodziców), szukanie pracy, rozmowy, porządki. Nie miałam też zbytnio pomysłu o czym napisać.
Po powrocie ze Śląska, właściwie w ostatnim momencie, dowiedziałam się o legendarnej już promocji w Rossmannie. Nie wiem czemu to przeoczyłam. Może dlatego, że (z tego co zauważyłam, ale może jestem w błędzie, więc mnie poprawcie) np. w telewizji nie było nawet pół wzmanki o promocji, jak to miało miejsce w ubiegłych latach.
No ale mniejsza z takimi szczegółami, ważne że dowiedziałam się o tym na czas.


Chłopak powiedział mi, że mogę wydać na te "pierdoły" więcej kasy, ale tak, żebym obkupiła się przynajmniej na kilka następnych miesięcy, jak nie rok (czyli innymi słowy dostałam błogosławieństwo, hehe). Rozumiecie to, że powiedział, że Rossmann obok jego pracy jest otwarty od 9, on ma do pracy na 10, więc w pierwszy dzień promocji mogę jechać z nim. Takiego to ze świecą szukać!

Dowiedziałam się również, że ta promocja będzie różniła się od poprzednich. Wcześniej był to tydzień twarzy, tydzień oczu, tydzień ust. Teraz promocja trwa 8 dni i jest to 8 dni promocji na całą kolorówkę. Dodatkowo jeśli posiadacie wirtualną kartę Klubu Rossmanna (aplikacja Rossmann PL), przy zakupie trzech różnych produktów (np. pomadka, tusz do rzęs i podkład) promocja z -49% wrasta aż do -55% (niesamowita możliwość).

Moje zakupy od samego początku były straszne. Tłumy przy szafach, pustki w niektórych miejscach (godzinę po otwarciu punktu, w pierwszy dzień promocji), przepychanki, brak szafy Lovely (śmiech na sali). No ale jakoś dałam radę, więc przejdę już do pokazania moich zdobyczy.


BOURJOIS Healthy Mix - podkład rozświetlający 
Był numerem 1. na mojej liście zakupów i wpadłam w panikę, kiedy zobaczyłam, że w szafie Bourjois zostały same za ciemne dla mnie kolory. Kilka razy przeszłam obok. Nie wiedziałam co teraz. Nie chciało mi się szukać w Łodzi Rossmana, w którym znalazłabym swój kolor. Nagle coś mi zaświtało w głowie. Przecież ja też tak robiłam. O co chodzi ? O odkładanie sobie na później czegoś, chowając to między innymi produktami. Podeszłam jeszcze raz do szafy i zaczęłam przeglądać numery. I ? I znalazłam ! Jeden jedyny, ostatni (bo w szufladzie pod szafą pani też już nie znalazła). Włożyłam swoją 52-kę do koszyka i pilnowałam go jak oka w głowie (naczytałam się, że bywają tak ciężkie przypadki wyciągania produktów z koszyka kogoś innego..ale byłam też gotowa rzucić się w pogoń, hehe).
Chciałam wypróbować coś nowego, lżejszego od Revlon Colorstay. No i mój wybór padł właśnie na Helthy Mix (i z powodu wielu jego dobrych recencenzji i z powodu próbki, którą kiedyś otrzymałam i zakochałam się bez końca).
Zapach, formuła i to jak zachowuje się na mojej twarzy to marzenie.  Ah.


MAYBELLINE Affinitone - korektor
Następnym punktem do twarzy był korektor. Nigdy nie miałam jakiegoś poważniejszego korektora, więc na pierwszy raz postawiłam na Affinitone w kolorze 01. Bardzo dobrze zachowuje się pod oczami (jeśli się go umiejętnie przypudruje), na oczach jako baza pod cienie i jako kamuflaż niedoskonałości. 



BELL HYPOALLERGENIC Illuminating & Contour Stick
Sztyft do konturowania miałam już wcześniej, ale był już na wykończeniu więc postanowiłam kupić nowy. Sztyft rozświetlający był lekko wymuszony (brakowało mi trzeciego innego produktu do -55%) ale jestem bardzo zadowolona z tego zakupu. Świetnie sprawuje się sam (wystarczy tylko przejechać raz po kości jarzmowej i lekko wklepać), jak i z tradycyjnym rozświetlaczem (jako baza). 
Skład obu produktów jest hypoalergiczny (co jest mega plusem), nie są ciężkie i kolorystycznie pasują do mojej cery i urody. 




LOVELY Gold & Silver Highlighter 
Tak jak w przypadku sztyftu z Bell, posiadałam już wcześniej złoty rozświetlacz. Zdążył mi już spaść z parapetu, pękając przy tym na milion kawałków. Postanowiłam więc kupić nowy i dodatkowo wypróbować jeszcze srebrny odcień (który właśnie idealnie pasuje do sztyftu rozświetlającego z Bell). Nie będę się rozpisywać na ich temat, bo chyba wszyscy wiedzą, że są to naprawdę świetne produkty, których aż grzech raz nie wypróbować.
Na dole macie zdjęcia sztyftu, silvera i golda w mocnym słońcu i normalnym świetle.




CARMEX Pomegranate Stick- balsam ochronny 

Nie byłabym sobą, gdybym nie kupiła chociaż jednej pomadki ochronnej. 
Tym razem padło na Carmex. Zaintrygował mnie bardzo granatowa opcja zapachowa. 
Przy pierwszym użyciu przeżyłam szok. Nie byłam gotowa na takie nawilżenie. Dodatek mentolu spotęgował mój szok, bo usta na początku mnie piekły, a po chwili poczułam chłód. 
W połączeniu z pomadką- peelingiem Sylveco to maleństwo czyni cuda. Moje usta pierwszy raz są takie miękkie i nawilżone. No i ten zapach! 



RIMMEL Lasting Finish Lipstick 
Nigdy wcześniej nie miałam nic z Rimmela. Teraz postanowiłam kupić coś.. padło na pomadkę. 
Nie jest matowa. Właśnie tego chciałam. Lekkiego blasku. Nawilżenia. No i wiosennego koloru (czego nie wiedzieć czemu nie oddają zdjęcia). Kolor 012 jest to ciepły róż, naturalny, idealny na wiosnę i lato. Ciepła dodają mu brzoskwiniowe tony. Bardzo przyjemna konsystencja. Wesoły kolor. Jak już pewnie zauważyliście, mam manie na punkcie wąchania kosmetyków. Zapach tej pomadki mnie powalił. Słodki, porównywalny do zapachu Healthy Mix. Razem tworzą idealną sałatkę owocowo zapachową, hehe. 



WIBO Matte Intense- pomadka matowa
Znowu wspieram polskie produkty. Wibo musiało się tutaj pojawić. Tym razem matowa pomadka. Piękna czerwień. Piękny zapach. To mega eleganckie opakowanie. Ale tym razem, mały minus. Strasznie tępa. Ile ja się namęczyłam kiedy malowałam się nią po raz pierwszy. Może po nocy spędzonej na parapecie (oka nie grzeszą super szczelnością) trochę ją przymroziły. Mam nadzieję, że jej przejdzie. Bardzo przyjemnie się ją nosi na ustach, nie wysusza. Trzymajcie kciuki za naszą współpracę, hehe. Chyba, że te pomadki tak już mają. Dajcie znać w komentarzach czy macie o nich jakieś zdanie. 



EVELINE Aqua Platinum- pomadka ultra nawilżająca 
Miałam już kiedyś pomadkę z ten serii, ale niestety gdzieś mi się zapodziała. W sklepie nie mogłam jednak znaleźć koloru, który miałam wcześniej, więc już nie rozmyślając wzięłam coś innego. 
Malinowy kolorek także będzie idealny na wiosnę. 
Rzeczywiście, pomadka nawilża usta. Mega plus za taką właściwość. Znowu bardzo ładny kolor i zapach. 



WIBO Lips to kiss, Long lasting lipstick- pomadka w kredce
Pomadkę w kredce mam z Lovely (ale jak już wspominałam, w pierwszym Rossmanie, w którym byłam nie było szafy Lovely). Tym razem wybrałam podobną tylko Wibo. Ciemny brudny róż to mój faworyt. Przyjemna konsystencja. Forma kredki ułatwia malowanie.



MAYBELLINE Lash Sensational- wodoodporny 
Też naczytałam się dużo pozytywnych recenzji na temat tego tuszu (a raczej jego drugiej, mniej wodoodpornej wersji). 
Nie mam do niego żadnych zarzutów. Wystarczy jedna warstwa, żeby rzęsy ładnie się prezentowały. 
Szczoteczka rozdziela rzęsy, dostarcza wystarczającą ilość produktu. 
No ale zmywanie wodoodpornego tuszu to katorga. Mogłam to przewidzieć, hehe. 


WIBO Growing Lashes Stimulator- maskara pogrubiająca, stymulująca wzrost rzęs
Na chwilę obecną używałam tego tuszu raz, do tuszowania dolnych rzęs (szczoteczka bardzo to ułatwia). Muszę sprawdzić czy rzeczywiście stymuluje rzęsy. Fajnie byłoby gdyby tak. 


LOVELY Curling Pump Up 
Na temat tego tuszu słyszałam również same pozytywy. Szczoteczka podobna do tej z Maybelline. 
Jeszcze jej nie używałam ale coś czuję, że będzie bardzo fajnie wyglądał na rzęsach. 



LONG4LASHES- pielęgnacyjny tusz do rzęs
Tuszy nigdy za dużo. Postawiłam jeszcze na tusz Long4Lashes. Chcę sprawdzić czy poprawi kondycję moich rzęs (chociaż na nie nie narzekam, ale może będzie jeszcze lepiej). Malowałam się nim tylko raz, ale bardzo fajnie wyglądał na rzęsach. Zmywanie go też mnie zaskoczyło. Traktując oczy olejem kokosowym tusz zaczął się "kulkować" i wystarczyło zetrzeć to mokrą chusteczką i umyć normalnie twarz. Czekam na efekty. 



MISS SPORTY Pump Up Booster Khol Kajal- kremowa kredka do oczu 
Jako że nie znalazłam szafy Lovely, z której chciałam kredkę do oczu Nude, postawiłam na kremową kredkę automatyczną z Miss Sporty, w kolorze Luminous Beige. Idealna na linie wodną, jako rozświetlenie wewnętrznego kącika oka. Bardzo uniwersalna. Przyjemna formuła i budowa. Zastanawiałam się jeszcze nad kupnem koloru 004 Gleaming Turqoise, piękny kolorek na wiosnę. 



No i to już wszystko. Wydałam koło 130 zł, ale było warto. Gdyby nie dodatkowe bonusy promocyjne wydałabym dużo więcej. 
Udane zakupy poprawiły mi humor, który ostatnio psuła beznadziejna, niemalże zimowa, pogoda. 

A Wam co udało się upolować? Jak przeżyliście te dzikie tłumy w drogeriach? Pochwalcie się w komentarzach. 

Ja uciekam. Odsyłam was na mojego Insta . 

1 komentarz:

  1. Uwielbiam pomadkę "Pump Up" od Lovely jest zdecydowanie moim must have, tak samo jak rozświetlacze z wibo :D

    OdpowiedzUsuń